Zobacz nowe serwisy Kulturalnej Polski!
Streszczenia, opracowania lektur

Bieda z nędzą

Jan Kasprowicz


Panoszył się stary wojewoda, niby jaki król potężny.
Na zamku złocistym siedział, dwór i husarię miał, a jakieś ino miasta i wsie dowidzieć mógł, wszystko było jego dobytkiem a bogactwem.
Na niczym mu nie zbywało, a już przepiękny widok był, kiedy jego galary, sypkim ładowne zbożem, płynęły do Gdańska, na sine, dalekie morze.
Zbierał ci za to pieniądze workami, a juści złoto mający, uczty bajeczne wyprawiał, że hyr o nich, o tych ucztach i biesiadach, szedł na wszystkie strony świata.
A miał-wam taki obyczaj, że kiedy się najadł i napił i niezgorszego humoru nabrał, tak w swojej wielkomożności wszelakie kosztowne naczynia, puchary iroztruchany, i rogi misternie rzeźbione, w złote i srebrne obrączki ujęte, pomiędzy braci szlachtę i czeladź rozdarowywał, bo mówił:
— Niech się też inni ze mną weselą, a znają, iż pan jestem nad pany i choćby konia z rzędem marnemu pachołkowi nic użaluję.
Razu jednego, kiedy po sutym obiedzie Jego Miłość pan wojewoda rycerskie z dworzanami w dziedzińcu sprawował gonitwy, pod mury zamkowe przybłąkało się dwoje niby widm, niby ludzi, i taki między sobą wszczęli rozhowor:
— Mocnośmy też utrudzeni i głód nam doskwiera siarczysty; w bramy pałacu nie puszczą, bo któż by o nędzarzy był frasobliwy; a i pokazać się w takim zaopatrzeniu jakożby się to godzić mogło?
— Juścić — powiada Bieda do Nędzy — bo one to były, te niby widma, niby ludzie — waszeć masz na sobie i jakoweś żupaniątko, i pas, i czapkę sobolą na głowie: dziuraweć to i wytarte, ale zawsze coś znaczy; przy tym i oblicze u waszeci, prawda, pożółkłe i pomarszczone, jednakże do człeczego wizerunku jeszcze ma podobieństwo. Na mnie bo skóra i kości, nędznym płachciskiem przyodziane, a oczu to już ani śladu: tak je głód i wszelka, jaka jest na świecie, niedola wygryzła, że zostały po nich ino aby ciemne doły.
— Nie żal ci mi niczego — odrzekł ten, co był z waszecia ubrany, niby imć pan Bieda — tylko nad tym boleję, że u mnie pustki w żołądku, a tam aż pasów popuścili przez nadmiar napitku i jedzenia
— Prawdę waszeć mówisz — zagadnęła Nędza — wiadomo jest wszędy, że tam na jeden obiad biją wołu i trzech tuczników, zasię na chlebik i kołacze, i przeróżne marcypany to, wiedz jegomość, idzie co dzień żyta i pszenicy po trzy korce bez strychulca.
— Zjadłbym krztynę mięsa i byle słodkim specjałem też bym nie pogardził, a popiłbym sobie to wszystko winkiem czy wódeczką...
— Ba, ba! Oskomać u waszeci niemała, aże, czuję, ślinkę łykasz. Jest i do czego: wiadomo wszędy, że przy takim jednym obiedzie wypijają panowie szlachta, czeladź i dworzany beczkęwina, dziewięć beczek piwa — słyszysz waszeć? — dziewięć beczek piwa i miodu sporą beczułeczkę, i wódki godną baryłkę... Ale u mnie łakomstwa nijakiego nie ma: ogryzłabym choć jedną kostkę, kontentowałabym się choćby jednym kawałkiem suchara.

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 - 


Drukuj  Wersja do druku     Wylij  Wyślij znajomemu


Komentarze
artykuł / utwór: Bieda z nędzą




Dodaj komentarz


Imię:
E-mail:
Tytuł:
Komentarz:
 






Menu:

Cytaty, sentencje

Linki:
Adam Mickiewicz
Adam Asnyk
Jan Lechoń
Gdańsk zdjęcia ślubne
Cudzoziemka Tarot
Dzieje Tristana i Izoldy
Dżuma



   





.:: top ::.
Copyright kasprowicz.kulturalna.com
Wydawca: Olsztyńskie Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - Kulturalna Polska
współpracaautorzykontakt